<title_newspaper=Przekrj> 
<title_article=Pawia nie byo> 
<author_1=Wiech>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year="1952">
<month="2">
<date=1952-02-10>
<period=w>
<status=1_obieg>
<support=paper>
 Czy przyznaje si pan do winy obraenia wsptowarzysza podry w pocigu idcym z Makini do Warszawy?  zapyta surowo sdzia grodzki, podsdnego pana Marcelego Kaliciskiego, czowieka o wygldzie niezwykle dobrodusznym i ujmujcym.
P. Kaliciski zarumieni si, potar doni czoo. Jakby chcia od siebie odpdzi jakie koszmarne wspomnienie i rozpocz tragiczn opowie:  Przyznaj si, wysoki sdzie, e bya straszna podr. Pastwo Kwiczoowie wsiedli w ochowie. Mieli z sob cztery wiksze kosze, 7 mniejszych kobiaek, tumok i niemowl w poduszce.
Bya godzina 2 w nocy Chciaem spa Jak tylko usadowili si w przedziale i rozmiecili kosze, z jednego z nich rozlego si przeraliwe pianie koguta. Na to haso w pozostaych koszach zacz si dziwny ruch, gdakay kury, ggay gsi, kwiczao prosi, a nawet bodaj, e rozleg si krzyk pawia.
 Nieprawda, pawia nie byo, to indor gulgota  protestuje oskaryciel p. Kwiczo.  By moe, e by to indor. Do na tym, e przedzia w jednej chwili zamieni si w dobrze zaopatrzony kurnik.
Na moje pytanie, co to ma znaczy, pan Kwiczo odpowiedzia poprostu, e wita i dlatego gadzina zaczyna si odzywa.
Chcc nie sysze tego wszystkiego postawiem konierz od paltota, nasunem sobie kapelusz na oczy i usiowaem spa, ale nieznona wo z tomoka nie pozwalaa mi zamkn oczu.
Usiowaem otworzy okno, ale pan Kwiczo zgromi mnie za to pytajc, czy mu chc dziecko do grobu wpdzi. Zatkaem wic nos wat i milczaem, kiedy nagle poczuem, e co lepkiego cieka mi na konierz. Okazao si, e to gsior z winiami pk na pce. Pan Kwiczo rzuci si do ratowania gsiora, ale w tej chwili w koszu na pce co si zaczo rzuca jakby w przedmiertnych drgawkach.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>